podmiot literacki to jest takie coś, że autor(ka) pisze w pierwszej osobie liczby pojedynczej i teraz jest tak, że wszystko zależy od stopnia idiotyzmu czytających: jedni myślą, że autor(ka) pisze o sobie, drudzy zaś wiedzą o co chodzi, że pisze o kimś nieokreślonym, tylko w pewnej akurat konwencji... dla dodania pewnego pieprzu mej wypowiedzi, żeby tak enigmatycznie wyszło, nie doprecyzuję, czyj stopień, której grupy, jest większy, a której mniejszy...
Żołądkowa gorzka to jedna z moich ulubionych wódek 😉 Zawartość alkoholu w człowieku powinna być uzależniona od stopnia wkurwu jakiego ów człowiek na co dzień doświadcza 😉
możesz nie pamiętać, ale pisałem kiedyś, że w czasach amerykańskiej prohibicji wiele czarownic zarobiło niezłe dutki, bo nauczyły sikać Jackiem Danielsem lub inną rudą na myszach, w Polsce pewnie by to była jakaś wódencja, w sumie to samo, byle tylko woltaż trzymało... za to ja osobiście wódki raczej centralnie nie używam, piwny jestem, jeśli już mam się alkoholizować, aczkolwiek jeśli już się zdarzy, to właśnie najchętniej Żołądkową Gorzką, tylko tą pierwotną, żółtą, de facto słodką zresztą, bo reszta to oszukaństwo, użycie nazwy do celów marketingowych... podobny numer zresztą wykonano z Krupnikiem, który pierwotnie, oryginalny nie jest nawet wódką, tylko czymś w rodzaju likieru lub nalewki... ale w gruncie rzeczy, dla intensywnych używaczy są to sprawy bez znaczenia, liczy się tylko woltaż, żeby godnie sponiewierało... p.jzns :)
bo w sumie po co więcej, skoro dany stan ogłupienia jest akurat satysfakcjonujący?... zacytuję i uzupełnię od siebie mój ulubiony cytat S.I.Witkiewicza: alkohol jest nudny i kolejnymi dawkami nic specjalnego się nim nie uwojuje... jeśli potraktujemy akt samoalkoholizacji jako pewien zabieg higieny psychicznej, to do wanny się wchodzi po to, aby się w niej umyć, a nie utopić...
A juz myslalam, ze to Ty zawierasz... :)
OdpowiedzUsuńBardzo możliwe, że ja. Na pewno zawierałam wczoraj 😅
Usuńpodmiot literacki to jest takie coś, że autor(ka) pisze w pierwszej osobie liczby pojedynczej i teraz jest tak, że wszystko zależy od stopnia idiotyzmu czytających: jedni myślą, że autor(ka) pisze o sobie, drudzy zaś wiedzą o co chodzi, że pisze o kimś nieokreślonym, tylko w pewnej akurat konwencji... dla dodania pewnego pieprzu mej wypowiedzi, żeby tak enigmatycznie wyszło, nie doprecyzuję, czyj stopień, której grupy, jest większy, a której mniejszy...
UsuńŻołądkowa gorzka to jedna z moich ulubionych wódek 😉 Zawartość alkoholu w człowieku powinna być uzależniona od stopnia wkurwu jakiego ów człowiek na co dzień doświadcza 😉
OdpowiedzUsuńJa też lubię żołądkową gorzką. I gin z tonikiem.
UsuńA zawieraj sobie zawieraj! Tylko sie nie wyglupiaj.
OdpowiedzUsuńZ czym? Ja lubię się wygłupiać!
UsuńRaczej po czym?
Usuńmożesz nie pamiętać, ale pisałem kiedyś, że w czasach amerykańskiej prohibicji wiele czarownic zarobiło niezłe dutki, bo nauczyły sikać Jackiem Danielsem lub inną rudą na myszach, w Polsce pewnie by to była jakaś wódencja, w sumie to samo, byle tylko woltaż trzymało...
OdpowiedzUsuńza to ja osobiście wódki raczej centralnie nie używam, piwny jestem, jeśli już mam się alkoholizować, aczkolwiek jeśli już się zdarzy, to właśnie najchętniej Żołądkową Gorzką, tylko tą pierwotną, żółtą, de facto słodką zresztą, bo reszta to oszukaństwo, użycie nazwy do celów marketingowych... podobny numer zresztą wykonano z Krupnikiem, który pierwotnie, oryginalny nie jest nawet wódką, tylko czymś w rodzaju likieru lub nalewki... ale w gruncie rzeczy, dla intensywnych używaczy są to sprawy bez znaczenia, liczy się tylko woltaż, żeby godnie sponiewierało...
p.jzns :)
Mnie już powoli zaczyna odrzucać od alkoholu. Kieliszek-dwa żołądkowej gorzkiej, jedno piwo, jeden-dwa drinki gin z tonikiem... Tyle wszystkiego.
Usuńbo w sumie po co więcej, skoro dany stan ogłupienia jest akurat satysfakcjonujący?... zacytuję i uzupełnię od siebie mój ulubiony cytat S.I.Witkiewicza: alkohol jest nudny i kolejnymi dawkami nic specjalnego się nim nie uwojuje... jeśli potraktujemy akt samoalkoholizacji jako pewien zabieg higieny psychicznej, to do wanny się wchodzi po to, aby się w niej umyć, a nie utopić...
UsuńDoprowadzona do perfekcji sztuka maceracji - to mi się z mumią kojarzy ;-)
OdpowiedzUsuń